Trochę kultury

Poezje:    Ks. Jan Twardowski

Jeden i nigdy samotny - o Bogu
Bóg stał się człowiekiem, aby się stać naszym przyjacielem i powiernikiem we wszystkich trudnych chwilach naszego życia.

Naucz się dziwić - o wierze
Ten, który wierzy Bogu, przypomina wędrowca widzącego z daleka dom - cel jego wedrówki. Spokój wiary to świadomość, że jest się na dobrej drodze, choć wiele jeszcze trudnych doświadczeń do przejścia.

Naucz się czekać - o nadziei
Jeżeli człowiek ożywi w sobie myśl, że Bóg jest z nami, inaczej spojrzy na świat. Będzie to dla niego źródłem nadziei.

Potrzeba jak sen - o modlitwie
Prosimy Jezusa o cud i wysłuchani uciekamy z cudem, zostawiajac go samego.

Nie zasłaniać sobą - o pokorze i świętości
Mówi się, że piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami, ale dobrymi wysiłkami wybrukowane jest niebo

Za Bóg zapłać - o wdzięczności
Dziękujemy Jezusowi, że słabość ludzka jest równocześnie pokorą człowieka: wobec nas samych, wobec bliźnich. Jezus uczy nas pokornego spojrzenia na siebie

Będzie jak ma być - o życiu i śmierci
To co najważniejsze - przychodzi wprost od Boga, najczęściej niedostrzeżone

Nierówni potrzebują siebie - o człowieku
Nie sądźmy ludzi - Bóg ich osądzi

Przypadek starannie przygotowany - o samotności, spotkaniach i rozstaniach
Każde spotkanie z drugim człowiekiem jest przygotowane przez Pana Boga. Zawsze jest jakiś dalszy ciąg, który okazuje się ważny

Podziękowanie
Dziękuję Ci że nie jest wszystko tylko białe albo czarne
za to że są krowy łaciate
bladożółta psia trawka
kijanki od spodu oliwkowozielone
dzięcioły pstre z czerwoną plamą pod ogonem
pstrągi szaroniebieskie
brunatnofioletowa wilcza jagoda
złoto co się godzi z każdym kolorem i nie przyjmuje cienia
policzki piegowate
dzioby nie tylko krótkie albo długie
przecież gile mają grube a dudki krzywe
za to
że niestałość spełnia swe zadanie
i ci co tak kochają że bronią błędów
tylko my chcemy być wciąż albo albo
i jesteśmy na złość stale w kratkę


Aniele Boży
Aniele Boży Stróżu mój
Ty właśnie nie stój przy mnie
jak malowana lala
ale ruszaj w te pędy
niczym zając po zachodzie słońca

skoro wygania nas
dziesięć po dziesiątej
ostatni autobus
jamnik skaczący na smycz
smutek jak akwarium z jedną złotą rybką
hałas
cisza
trumna jak pałacyk

ładne rzeczy gdybyśmy stanęli
jak dwa świstaki
i zapomnieli
że trzeba stąd odejść


Pycha
Kiedyś spytałem dzieci podczas lekcji religii-co to jest pycha? Wszystkie dzieci umiały odpowiedzieć. Mówiły, że pycha to dobre jedzenie, bo pyszne. Mówiły, że pycha to mandarynki i kiwi, mleczna czekolada z orzechami, lody bakaliowe ze śmietaną. Tymczasem jest jeszcze inna pycha, nieprzyjemna, niesmaczna, wstrętna, okropna. Taka pycha to zarozumiałość i egoizm. Pewien chłopiec, był taki pyszny, że chodził z nosem do góry i uważał , że jest mądrzejszy od pani matematyczki. Pewna młoda pani, była tak pyszna, że uważała się za piękniejszą od Miss Polonia, ale spóźniła się na konkurs. Taka pycha jest grzechem dlatego, że pyszałek myśli tylko o sobie. Nawet jeśli urządza awanturę w domu i tupie nogą., to tylko dlatego, że nie było tak , jak on chciał.

Najświętsza rodzina.
Żeby mamusia budziła co rano
żeby ustawiała kubek mleka na stole
żeby tatuś nie wracał zmęczony
żeby Pani nie straszyła w szkole
żeby w albumach niemodne ciotki ożyły
Modlę się do Najświętszej Rodziny

Spotkanie
Czytaliśmy w Ewangelii o tym, że spotkały się dwie mamusie: Matka Boska i święta Elżbieta, matka Jana Chrzciciela. Spotkały się w maleńkiej miejscowości, gdzieś na tyłach świata. Nie były uczonymi, doktorami. Żyły w czasach kiedy mówiono tylko o mężczyznach, o kobietach rzadko wspominano. Wiemy, że Jakub miał dwunastu synów.
Mógł mieć i córki, ale nikt o tym nie wspomina. Tym czasem te dwie mamusie wiedziały o czymś najważniejszym na świecie-o tym, że narodzi się Pan Jezus. Mamusie wszystko wiedzą.

Mamusia
Święty Józef załamał ręce,
denerwują się w niebie święci,
teraz idą już nie Trzej Mędrcy
lecz uczeni, doktorzy, docenci

Teraz wszystko całkiem inaczej,
to co stare odeszło, minęło,
zamiast złota niosą dolary,
zamiast kadzidła - komputer
zamiast mirry - video.

- Ach te czasy - myśli Pan Jezus,
nawet gwiazda trochę zwariowała,
ale nic się już nie zawali,
bo wciąż mamusia ta sama.


W kolejce do nieba
Powoli nie tak prędko
proszę się nie pchać
najpierw można wyglądać na świętego ale nim nie być
potem ani świętym nie być ani na świętego nie wyglądac
potem być świętym tak żeby go wcale nie było widać
i dopiero na samym końcu
święty staje się podobny do świętego.


O świętym Tomaszu
Jak wyglądał Tomasz, kiedy nie uwierzył,
że Pan Jezus wstał z grobu?
Siedział smutny
z wychudzonym brzuchem,
z nerwowym paluchem,
z nosem spuszczonym,
zrozpaczony.
Wszystko pozapominał:
że Jezus przemieniał kiedyś wodę w wino,
że z trędowatego zrobił, czystego,
z głuchego- muzykalnego,
z kulawego- sportowca na całego.
Marudził, mądrzył się, wściekał,
na jedenastu narzekał.
A jak wyglądał, gdy zobaczył Jezusa:
oczy otworzył szeroko, odetchnął z ulgą głęboko
i wołał na wszystkie strony:
Niech będzie pochwalony!
Przedtem zły i zawziety,
teraz radosny i święty.
Przedtem stale się jeżył,
teraz- we wszystko uwierzył.

Na rękach
Kiedyś owcę wziął Jezus na ręce,
więc dziś każda ze wzruszenia beczy
i z radości daje wełne na sweter,
rękawiczki, kożuch, ciepłe rzeczy.

Strzyc się daje, bo wciąż myśli sobie:
z mojej wełny skarpetki zrobi
Matka Boska leżącemu w żłobie.

Jeden dla wszystkich
Jak zrozumieć, że tylko jeden jest Pan Jezus, a tyle Komunii świętych w kielichu. Pełen kielich.
Jak to zrozumieć, że jest tylko jeden Pan Jezus, a tyle dzieci usta otwiera, żeby Go przyjąć. Przecież pan Jezus jest jeden, ale w taki sposób, żeby Go dla wszystkich starczyło. Jest tylko jeden, ale taki, żeby Go nikomu nie zabrakło.
Kiedy mówimy o tym cudzie, uczymy się tego, żeby każdy z nas, choćby tylko jeden- starał się być dla wszystkich.
Pan Jezus nie tylko do ciebie przychodzi, ale i do koleżanek z prawej i lewej strony, do tej z warkoczykiem i do tej uczesanej na afro. Do kolegi, który przyjechał maluchem, i do tego, którego tatuś przywiózł polonezem. Do twojej przyjaciółki, która powiedziała, że mamusia jest w domu najważniejsza, bo tatuś nie umie ugotować obiadu.



Nie tylko o Pierwszej Komunii świętej
Czy jest Komunia święta jeszcze bardziej radosna niż pierwsza?
Bardziej radosna jest druga Komunia, a od niej- trzecia. Najszczęśliwsza jest Komunia ostatnia. Wtedy widzimy już Pana Jezusa.


O Ukrytym
Nawet niebo z nocami czarnymi
uśpi dzieci z buldogami groźnymi
nawet burza nas oczyści umyje
matka poda garnuszek obszyje
tylko często Jezusa biednego
na ołtarzu zostawiamy samego


Pierwsza Komunia
Pierwsza Komunia z białą kokardą
jak w śniegu z ogonem ptak
ufaj jak chłopiec z buzią otwartą
Bogu się mówi- tak

Nie rycz jak osioł nie drżyj jak żaba
wytrwaj choć nie wiesz jak
choćby się cały kościół zwalił
Bogu się mówi- tak

Miłość zerwaną nieś jak gorączkę
z chusteczką do nosa w łzach
święte cierpienie pocałuj w rączkę’
Bogu się mówi- tak


Pomyśl
Pomyśl czy przyszło ci kiedy do głowy
że błękit jest czasem siny czasem granatowy
bywa jak lazur lub jak kraska modry
cieszą się święci w niebie
na dole pies z pieskiem
ze nawet niebo nie bywa niebieskie


Naucz się dziwić
Naucz się dziwić w kościele,
że Hostia Najświętsza tak mała,
że w dłonie by ją schowała
najniższa dziewczynka w bieli,

a rzesza przed nią upada,
rozpłacze się, spowiada-

że chłopcy z językami czarnymi od jagód-
na złość babcią wlatują półnago-
w kościoła drzwiach uchylonych
milknął jak gawrony,
bo ich kościół zadziwia powagą.

I pomyśl- jakie to dziwne,
że Bóg miał lata dziecinne,
matkę, osiołka, Betlejem.

Tyle tajemnic, dogmatów,
Judaszów, męczennic, kwiatów
i nowe wciąż nawrócenia,

że można nie mówiąc pacierzy
po prostu w Niego uwierzyć
z tego wielkiego zdziwienia.


Różaniec
A jeśli wojna nowa, a jeśli się zasmucę
jak dziecko zapłakane w różaniec swój powrócę.
Będę go brać na ręce jak włosów ciemne sploty,
gdzie blask się świec zaplątał jak żuczek szczerozłoty,
gdzie sny z krzyżykiem srebrnym i łzy, i śpiew poranny,
zerwanych moc przyrzeczeń i żal wciąż nieustanny,
modlitwy za rodziców, kolegów, prośby wieczne,
i jakieś umartwienia zabawne, niedorzeczne...
A jeśli wojna nowa, a jeśli niepokoje...
O rzewne, o tajemne paciorki czarne moje,
to na nich troski moje, radości ukochania,
i cały żar modlitwy późnego powołania.
I na nich pamięć dni tych, gdy późnym sennym latem
biegliśmy z podchorążym płonącym Mariensztatem,
a potem w noce długie na jezdni pod gwiazdami,
chwytałem was ukradkiem drżącymi wciąż palcami.
Do Twoich snów się tulę, do Twoich snów się łaszę,
na tych dzieciątkach licząc sierpniowe złudy nasze.
Kto wezwał? Kto przywołał? Skąd sny co tu przygnały?
Przed własną tajemnicą przyklękam taki mały...
O siódmej po kolacji, przy modlitw chłodnym dźwięku,
o jaką burzę wspomnień przeważasz w moim ręku.
Bo jeśli wojna nowa, a jeśli niepokoje,
o rzewne, o tajemne, paciorki czarne moje.



Suplikacje
Boże, po stokroć święty, mocny i uśmiechnięty-
iżeś stworzył papugę, zaskrońca, zebrę pręgowaną-
kazałeś żyć wiewiórce i hipopotamom-
teologów łaskoczesz chrabąszcza wąsami-

dzisiaj, gdy mi smutno i duszno, i ciemno-
uśmiechnij się nade mną



Spowiedź
Wstyd mi Boże, ogromnie, że jak grzesznik piszę,
że czasem zapomniałem Tomasza z Akwinu,
że gdy w maju litania- słowika wciąż słyszę,
a jadąc do chorego- sławię dzikie wino,
obłoki, karpie w stawie, zimą- kiepskie sanie,
kominek, co mi do snu po łacinie gada-
I nagle myśl natrętna, straszna jak powstanie-
Z uczynków? To zbyt mało.
Z ran mnie wyspowiadaj


Na obrazku Miłosierdzia Bożego
Tak łatwo nad ołtarzem we Mszy się pochylić,
hostię lekką, drobną, niepozorną
zmienić w Ciało Chrystusa, unieść ponad głowy
w samotność Świętych Pańskich i w ciszę ogromną.

Jak trudno jednak siebie, własne szare życie
uświęcić, przeistoczyć. W duszy karmić spokój.

Wiem, to i mimo wszystko, Jezu, ufam Tobie,
bo masz taką zwyczajną, ludzką ranę w boku.



O nawróceniach

W jaki sposób Bóg nawraca grzeszników
rozmaicie

często jak wiatr co pędzi stado kapeluszy
chwyta duszę wprost z miejsca i targa za uszy

niekiedy z uśmiechem, prawie że wesoło
święci biorą za rękę i bawią się w koło

a czasem- nie do wiary
ni z tego ni z owego
łzę zdejmujesz z twarzy
jak pieszczotę śniegu



Przy Stole Pańskim

Przy Stole Pańskim chwieję się jak na moście z patyków
zabolał mnie język od pytania
głęboki i niski
dlaczego ścinają kwiaty wczesnym rankiem
cały w sekrecie najświętszej niepewności
Na szczęście mam jeszcze łzę
ukrytą furtkę


O uśmiechu w kościele
W kościele trzeba się od czasu do czasu uśmiechać
do Matki Najświętszej która stoi na wężu jak na wysokich
obcasach
do świętego Antoniego przy którym wiszą blaszane wota jak
meksykańskie maski
do skrupulata który stale dmucha spowiednikowi w pompkę
ucha
do mizernego kleryka którego karmią piersią teologii
do małżonków którzy wchodząc do kruchty pluszczą
w kropielnicy obrączki jak złote rybki
do kazania które się jeszcze nie rozpoczęło a już skończyło
do tych co świąt nie przeżywają ale przeżuwają
do moralisty który nawet w czasie adoracji chrupie kość morału
do dzieci które się pomyliły i zaczęły recytować:
Aniele Boży nie budź mnie niech ja najdłużej śpię
do pięciu pań chudych i do pięciu pań grubych
do zakochanych którzy porozkręcali swoje serca na części
czułe
do egzystencjalisty który jak rudy lis przenosi samotność
z jednego miejsca na drugie
do podstarzałej łzy która się suszy na konfesjonale
do ideologa który wygląda jak strach na ludzi


Nie
Nie posypujcie cukrem religii
nie wycierajcie jej gumą

nie ubierajcie w różowe gałgany aniołów fruwających ponad
wojną
nie odsyłajcie wiernych do fujarki komentarza
Nie przychodzę po pociechę jak po talerz zupy
chciałem nareszcie oprzeć swoją wiarę
o kamień wiary


Rachunek sumienia
Czy nie przekrzykiwałem Ciebie
czy nie przychodziłem stale wczorajszy
czy nie uciekałem w ciemny płacz ze swoim sercem jak piątą
klepką
czy nie kradłem Twojego czasu
czy nie lizałem zbyt czule łapy swego sumienia
czy rozróżniałem uczucia
czy gwiazd nie podnosiłem których dawno nie ma
czy nie prowadziłem eleganckiego dziennika swoich żalów
czy nie właziłem do ciepłego kąta broniąc swej wrażliwości jak
gęsiej skórki
czy nie fałszowałem pięknym głosem
czy nie byłem miękkim despotą
czy nie przekształcałem ewangelii w łagodną opowieść
czy organy nie głuszyły mi zwykłego skowytu psiaka
czy nie udawałem słonia
czy modląc się do Anioła Stróża- nie chciałem być
przypadkiem aniołem a nie stróżem

czy klękałem kiedy malałeś do szeptu


O wierze
Jak często trzeba tracić wiarę
urzędową
nadętą
zadzierającą nosa do góry
asekurującą
głoszoną stąd dotąd
żeby odnaleźć tę jedyną
wciąż jak węgiel jeszcze zielony
tę która jest po prostu
spotkaniem po ciemku
kiedy niepewność staje się pewnością
prawdziwą wiarę bo całkiem nie do wiary


Szukałem
Szukałem Boga w książkach
przez cud niedomówienia
przez cnoty gorące i zimne
w ciemnym oknie gdzie księżyc udaje niewinnego
a tylu pożenił głuptasów
w znajomy sposób
w ogrodzie gdzie chodził gawron czy gapa
w polu gdzie w lipcu zboże twardnieje i żółknie
przez protekcję ascety który nie jadł
więc się modlił tylko przed zmartwieniem
                     i po zmartwieniu
w kościele kiedy nikogo nie było

i nagle przyszedł nieoczekiwany
jak żurawiny po pierwszym mrozie
z sercem pomiędzy jedną ręką a drugą

i powiedział
dlaczego mnie szukasz
na mnie trzeba czasem poczekać.



Uciekaj
Abstrakcjo bierna
co uciekasz od człowieka
od ludzkich przeżyć
od dowcipu
od nerwów
smutku co szuka przyjaźni
wiary na dobranoc
od Mickiweicza który chrzcił swoje dzieci
w Paryżu wodą z Niemna
od dziewczynki co w lipcu o centymetr urosła
od Boga któremu ludzką zapuszczono brodą

uciekaj
tam gdzie diabeł ma swoje młode

Święty
Wielcy grzesznicy płaczą na całego
niejednemu dali się we znaki
przyszedł święty
fukał jak kotek
bo miał grzech byle jaki

Przy ławce
Jezu przybity w kościele
przy ławce z której wstała grubsza pani
przy suchym renciście
co mógłby grać Ave Maria na swoich kościach
wpadł trzmiel
w nie wie
że grzech Ciebie boli jak główka gwoździa.

WIelka Mała
Szukają wielkiej wiary kiedy rozpacz wielka
szukają świętych co wiedzą na pewno
jak daleko odbiegać od swojego ciała

a ty góry przeniosłaś
chodziłaś po morzu
choć mówiłaś wierzącym
tyle jeszcze nie wiem

- wiaro malutka

Czekanie
Popatrz na psa uwiązanego przed sklepem
o swym panu myśli
i rwie się do niego
na dwóch łapach czeka
pan dla niego podwórzem, łąką, lasem, domem
oczami biegnie za nim
i tęskni ogonem

pocałuj go w łapę
bo uczy jak na Boga czekać

Proszę ciebie o ufność
Nie pragnę twej miłości-
nie szukam przyjaźni-
to właśnie jest nie dla mnie
i wcale mnie nie wzrusza
Po prostu proszę ciebie
o trochę ufności,
by oprzeć się na biednej
mej kapłańskiej duszy
Nic więcej.Jej zaufać,
nawet zamknąć oczy
i jak po Ziemi Świętej do Betlejem płynąć

I wszystko to, co boli, w Boga przeistoczyć
jak w Ofierze na co dzień-
zwykły chleb i wino




Nie bój się
Nie bój się kochać jeśli tylko wierzysz
Matka Boska Królowa więc Jej ziemia cała
przetrzyma ustrój przeżyje rozstanie
serce jak stary Werter zdolne do cierpienia

a miłość daje to czego nie daje
więcej niż myślisz bo jest cała Stamtąd
a śmierć to ciekawostka że trzeba iść dalej

Wybaczyć
Święty Tomaszu niewierny
ze mną było inaczej
On sam mnie dotknął
włożył dłonie w rany mego grzechu
bym uwierzył że grzeszę i jestem kochany
Bóg grzechu nie pomniejsza ale go wybaczy

za trudne
i po co tłumaczyć

Bez dziadka w niebie
Nie uwierzą że kiedyś chodziłem po płocie
liczyłem ropuchy
wierzgałem jak źrebię
kochałem dwa psy
jeża i samego siebie
w dni powszednie święta
świadkowie odeszli pogrzeba po pogrzebie
samotność- bo mnie dzieckiem tu nikt nie pamięta

dobrze że zamiast dziadka widzą dziecko w niebie

: powrót :

Wszystkie prawa zastrzeżone dla Dzieci Maryi w Milówce © 2005 - 2012. Made by Monty.